Maciej Giemza gościem specjalnym podczas V rundy Penrite w Bieszczadach!

29 lipca na stacji narciarskiej Gromadzyń w Ustrzykach Dolnych w Bieszczadach – odbyła się V runda Penrite Cross Country Racing, której głównym organizatorem była drużyna sportowa z Leska czyli Bieszczady Off – Road Team. Przybyło 168 zawodników. Gościem specjalnym był Maciek Giemza. Przyjechał także znany polski żużlowiec – Dawid Lampart.

Pogoda tego dnia sprzyjała, przelotne deszcze na szczęście nie spowodowały żadnych komplikacji, tak jak to miało miejsce w roku ubiegłym, kiedy konkretna ulewa opóźniła starty o ponad godzinę. Kibice dopisali, na terenie stoku panował sielsko – górski klimat, gdzie w powietrzu unosił się zapach grillowanych potraw, a rozemocjonowani kibice mocno dopingowali zawodników. Trasa była fantastyczna –  szybkie odcinki, podjazdy, zjazdy, potok, korzenie i duuuuużo błota.

Dominika Psiuk, prezes: „Mądrzejsi o doświadczenia z zeszłego roku wszystkie niezbędne zgody zaczęliśmy załatwiać z dużym wyprzedzeniem. Zajął się tym dyrektor zawodów i ich główny sponsor – Marek Zaniewicz. Jak zwykle mogliśmy liczyć na Jacka Kaczmarka oraz ORS’ ów, czyli chłopaków z ORS Biłgoraj. Cieszy nas, że w tym roku pojawiło się zdecydowanie więcej miejscowych riderów. Tym razem zadbaliśmy także o lepszą komunikację między chłopakami obstawiającymi trasę, co sprawiło, że wszystko „jechało” sprawniej. Naszym głównym celem było zadowolenie zawodników i udało się to osiągnąć. Cieszymy się, że po raz kolejny mogliśmy gościć i poczęstować naszym bieszczadzkim błotkiem (śmiech) zawodników z różnych regionów Polski. Dziękujemy wszystkim, którzy pomogli nam w organizacji zawodów oraz zawodnikom za miłą współpracę”.

Najpierw wystartowały Quady, których łącznie było aż 20, kolejno mogliśmy zobaczyć PitBike – te malutkie motorki dzielnie walczyły z bieszczadzkimi górkami i błotem.  Następnie w godzinach południowych, kiedy słonce dawało już mocno w kość – na starcie zebrali się zawodnicy z klas Junior, Masters i Hobby.

W klasie Junior – Filip Potasiewicz miał lekkie problemy z odpaleniem motocykla na starcie, ale ostatecznie po pierwszym zakręcie był już na 4 pozycji, Później po konkretnej glebie w potoku – znowu musiał odrabiać straty. Kiedy lider wyścigu przegrał walkę z błotem i opuścił dwa okrążenia, Filip wskoczył na II pozycję. Walka o pierwsze miejsce była zacięta do samego końca, ale udało mu się ostatecznie wygrać.

Grzegorz Kowalczyk wystartował drugi i przez cały wyścig ciął się z Filipem o pierwsze miejsce. Na ostatnim kole zaliczył upadek w błocie, który przekreślił jego szansę na podium. „Podobała mi się ta trasa. Przez duże opady było bardzo ślisko, ale to dla mnie lepiej, ponieważ lubię takie warunki. Walka z Filipem trwała do końca wyścigu. Zawody skończyłem na II miejscu i zaliczam je do udanych”.

Kacper Panek zdobył III miejsce. Ze startu ruszył na 5/6 miejscu. Na pierwszym mini – podjeździe zakopał się i spadł prawie na sam koniec stawki. Nie poddał się jednak i walczył do końca. „Ten upadek zmobilizował mnie do gonitwy za czołówką. Dodatkowo zakopałem się ze 2 razy w błocie i  mijałem się na trasie z Krzysztofem Waligórą, na szczęście jednak wyprzedziłem go”.

Kolejną grupą, która wystartowała to klasa Junior 85, Masters 50 oraz Kobiety.

Mocni Juniorzy 85 trzymali kibiców w napięciu do ostatnich sekund. A trochę się podziało – faworyt tego pojedynku – Kamil Kądziołka nie dokończył wyścigu.

Jak opowiedział nam Adrian Skoczeń, zdobywca II miejsca – „Rywalizacja była bardzo zacięta i żaden zawodnik nie odpuszczał mimo tak trudnej trasy. Z czasem niestety pogoda, ciężki tor oraz zmęczenie dały o sobie znać. Zerwane łańcuchy, połamane klamki, czy poobijane dyfuzory to tylko niektóre z usterek z jakimi musieli się zmierzyć zawodnicy. Gdyby nie problemy techniczne, myślę, że tabela wyglądała by kompletnie inaczej. Przykładem jest mój bliski znajomy, Kamil Kądziołka z którym jeżdżę w klubie. Od początku prowadził i pewne było, że to on wygra te zawody. Niestety na 5 okrążeniu zerwał się mu łańcuch i Kamil nie mógł dokończyć zawodów. Najbardziej zaimponował mi natomiast Jakub Maślanka, który z zawodów na zawody jest coraz lepszy i w klasyfikacji generalnej pnie się coraz wyżej. Tym razem Kuba wykorzystał sytuacje awarii motocykla Kamila i do końca wyścigu nikomu nie oddał już najwyższego miejsca na podium. Wierzę, że rywalizacja z nim będzie dawała nam obu wielką satysfakcję oraz motywację do dalszych treningów”. 

Jakub Maślanka: „Trasa była wymagająca i śliska. Po starcie zająłem II pozycję lecz chcąc dogonić Kamila popełniłem kilka błędów. Skupiłem się aby jechać równo. Szczęście mi dopisało, ponieważ prowadzącemu urwał się łańcuch, a to pozwoliło mi objąć I pozycję i dowieźć ją do mety. Jestem zadowolony z jazdy i wyniku”.

Karol Królikowski, III miejsce: „Mieliśmy skróconą trasę. Po kółku zapoznawczym zaczął padać deszcz i myślałem, że będzie bardzo źle, ale na szczęście po chwili przestało. Moi rywale ostro jechali i gratuluję im zwycięstwa, a szczególnie Jakubowi Maślance. Bardzo chcę też podziękować za wsparcie Krzysztofowi Królikowskiemu, mojemu tacie Waldemarowi i kuzynowi Dawidowi, a także dziękuję trenerowi Łukaszowi Kurowskiemu”.

Po południu rozpoczął się start ostatniej grupy czyli Amatorów S1 i S2 z Expertami S1 i S2.

W klasie Klasie Expert S2 gościem specjalnym był Maciej Giemza, który oczywiście zajął I miejsce. Powiedział nam, że przyjechał w Bieszczady na kolejną rundę Penrite na zaproszenie przyjaciela Marka Zaniewicza. „Ostatni raz byłem w tym miejscu około 12-13 lat temu, kiedy startował mój wujek Łukasz Bartos podczas rundy Cross Country. Impreza była pod jednym wielkim znakiem zapytania ze względu na warunki atmosferyczne – przez 3 tygodnie ciągle padał deszcz, a pogodynki zapowiadały kolejne obfite opady. Na szczęście jednak niedziela była w większości słoneczna, co chyba trochę uratowało zawodników słabo jeżdżących po błocie. Nie oznacza to jednak, że było sucho! Totalna ślizgawica panowała na 80% trasy i czasem ciężko było utrzymać się na motocyklu. Były to super zorganizowane zawody, wyścigi odbywały się według harmonogramu, a na najcięższym elemencie (potok zakończony głębokimi koleinami i małym podjazdem) stały osoby funkcyjne, które pomagały usprawnić ruch. Brawo Wy! Jeśli tylko kalendarz pozwoli to w przyszłym roku na pewno tam wrócę!”

Damian Musiał:Podczas tych zawodów testowałem nową dwusuwową „trzy-setę” -Husqvarna TE 300 od Husqvarna Motorcycles Poland. Jechałem tym motocyklem pierwszy raz. Prowadziłem po starcie przez chwilę, ale po ok 2 km wyprzedził mnie Maciek Giemza. Jechaliśmy blisko siebie, niestety wybrałem złą linię jazdy i zakopałem się w błocie. Straciłem przez to kilka sekund, później z powodu mojego braku doświadczenia z tym motocyklem – popełniłem błędy i zaliczyłem gleby. Finalnie zakończyłem wyścig na II miejscu, ze stratą ponad minuty do Maćka. Zawody uważam za bardzo udane, trasa była super przygotowana i przejezdna. Dziękuję wszystkim kibicom, którzy głośno dopingowali mnie na trasie, co dało mi niezłego kopa do odkręcania 3-sety„.

Chłap Łukasz, III miejsce: „V rundę Penrite CC uważam za bardzo dobrze zorganizowaną, a trasę super przygotowaną. Las, potok, odcinki przypominające test – Enduro, a do tego kultura zawodników, którzy nie utrudniali dublowania. Na podium mogłem stanąć z czołówką zawodników czyli Maciejem Giemzą i Damianem Musiałem. Podczas wyścigu byli oni poza zasięgiem reszty stawki. Pozostali riderzy też dawali radę, naprawdę mocno cisnęli i zamieniali się na pozycjach, a o pudło trzeba było walczyć do końca. Chciałbym podziękować Stec Racing Supension za przygotowanie mojego zawieszenia, które pozwoliło mi przy braku treningu kręcić takie czasy”.

W Klasie Expert S1 – Mariusz Stefaniak ze startu ruszył jak szalony i nie dał się dogonić swoim rywalom do samego końca. Ciął się początkowo na trasie z Mariuszem Stelmaszyńskim, ale ten  zaliczył glebę. Kuba Wesołowski na początku wyścigu nie mógł złapać odpowiedniego rytmu w bieszczadzkim błocie. Dopiero na 3 okrążeniu nabrał tempa. „Bezpośredniej rywalizacji nie miałem podczas wyścigu, nie wiedziałem na której pozycji jestem i na mecie okazało się, ze Mariusz Stefaniak prowadził od samego startu. Czerpałem fun z jazdy, dlatego ogólnie zawody były udane. Nie przepadam za jazdą w błocie, ale dałem radę i zająłem II  miejsce”. 

Mariusz Stelmaszyński ukończył wyścig na III miejscu: „Moja jazda pozostawiała wiele do życzenia tego dnia. Nigdy nie byłem fanem błotnych warunków. Początek miałem dobry lecz zaliczyłem upadek na wyjeździe z potoku, a potem przy próbie podjechania – zakopałem się w błocie. Odebrało mi to chęci do jazdy, ponieważ czołówka odjechała. Jednak czasem muszą być te gorsze chwile, aby docenić te lepsze. Na początku wymieniałem się prowadzaniem z Mariuszem Stefaniakiem, ale nie trwało to długo bo zaliczyłem tą glebę w wąwozie, a później była to już jazda na dojechanie”.

Amator S2 to klasa w której wystartował znany żużlowiec Dawid Lampart. Po starcie i wyjściu z pierwszej szykany jechał na drugiej pozycji, ale tylko przez chwilę – wyprzedził Dawida Mijalnego, który pierwszy wyszedł ze startu. Lampart od samego początku cisnął mocno, żeby jak najdalej odskoczyć od stawki i to mu się udało. Po 4 – 5 kołku trochę zwolnił tempo. Wtedy usłyszał pędzącego rywala i zauważył, że Adam Sierant siedzi mu na ogonie. Ponownie musiał się wziąć do roboty. Ta dodatkowa mobilizacja, redukcja i gaz sprawiły, że znowu uciekł do przodu i jechał bezpiecznie na I miejscu do samej mety. Dawid powiedział nam, że jest w trakcie sezonu żużlowego i bardzo ciężko znaleźć mu wolny weekend na to, żeby polatać na Enduro. Dzięki uprzejmości Six Days Moto Rzeszów wystartował na nowym modelu Gas Gas 250 2T.

Dawid Lampart: „Był to kompletnie nowy motocykl na którym wcześniej nie jeździłem, jestem jednak bardzo mile zaskoczony tym jak się go prowadzi. Na co dzień jeżdżę na Husqvarnie 300 2T. Enduro traktuje jako odskocznie i kompleksowy odpoczynek dla głowy – psychologa nie trzeba – chyba (śmiech).Wystarczy pojechać do lasu. Możliwość porównania się (chociażby czasowo) z takim gościem jak Maciek Giemza było czymś bardzo fajnym. Przynajmniej teraz wiem ile mi brakuje do polskiej czołówki Enduro, ale myślę ze gdybyśmy zmierzyli się na torze żużlowym byłoby odwrotnie (śmiech). Każdy ma swoją profesję i stara się być w niej najlepszy. Wielkie ukłony za tą imprezę dla Prezesa Marka Zaniewicza i Off – Road Team Bieszczady. Następnym razem wystartuję w klasie z Damianem Musiałem i resztą ekipy z klasy Expert. Wtedy będę mógł się porównać”.

Adam Sierant – na starcie nie chciał mu odpalić motor, przez co ruszył prawie z ostatniej pozycji. Zaczął od razu szaleńcze tempo by nadrobić straty. Na 4 okrążeniu udało mu się dogonić Dawida Lamparta. „Przy probie wyprzedzenia Dawida odpadło mi siedzenie i zauważyłem, że mam dwa kapcie, co przekreśliło moją szansę na zwycięstwo. W powolnym tempie kontynuowałem jazdę, utrzymując II pozycję do mety”.

 Klasa Amator S1

Dawid Wójcik, I miejsce: „Zawody, które odbyły się w Bieszczadach nie były moimi pierwszymi zawodami, jednak muszę przyznać, że rywalizacja była zacięta, przyjechało dużo świetnie jeżdżących zawodników. Pogoda również nam dopisała, zwłaszcza, że trochę popadał deszcz, a takie warunki najbardziej lubię. Pochodzę z Bieszczad, wiec tereny nie były mi obce. Udało mi się dobrze wystartować, na pierwszym zakręcie objąłem prowadzenie i tak zostało już do końca zawodów. Na ostatnim okrążeniu miałem niezłą niespodziankę, ponieważ na trasę wyszło bydło, ale udało mi się jakoś je ominąć ( śmiech). Co najważniejsze – miałem bardzo dobry doping ze strony moich przyjaciół i dziewczyny, za co bardzo im dziękuję!”

Bartek Rychtarczyk, III miejsce: „Zawody naprawdę udane, trasa wymagająca i bardzo błotnista. Podczas całego wyścigu miałem wielką rywalizację z Robertem Chłapem o II miejsce. Większość czasu siedziałem mu na ogonie, raz czy dwa udało mi się go wyprzedzić, a przy samej mecie szliśmy łeb w łeb, jednak niestety zaliczyłem glebę w błocie. Robert stanął na II miejscu na podium a ja na III”.

 

Maciej Zaniewicz: „Na pewno przygotowanie zawodów nie należy do najłatwiejszych zadań. Chciałoby się trafić w gust każdego zawodnika, ale to niestety jest niemożliwe. Dodatkową przeszkodą w Bieszczadach są lasy państwowe, przez które nie można poprowadzić trasy. Jedyną możliwością są prywatne tereny. W tym przypadku pętla przebiegała przez kilkanaście prywatnych posesji, do których oczywiście musieliśmy uzyskać wcześniej dostęp i pozwolenie na poprowadzenie trasy. Kolejną przeszkodą są warunki atmosferyczne, bo jak wiadomo, deszcz + glina = błoto = lodowisko, a to nie wróży nic dobrego (śmiech). To specyficzny teren i trzeba umieć w nim jeździć. Mieliśmy kilka nieprzyjemnych sytuacji podczas wyścigu, ale staraliśmy się, aby zawodnicy ich nie odczuli i skupili się tylko na ściganiu. Ciągle się uczymy, zdobywamy nowe doświadczenie w organizowaniu tego typu imprez i mamy nadzieję, że kolejna edycja w przyszłym roku (jeśli dostaniemy zgodę) będzie stała na jeszcze wyższym poziomie”.

Wszystkie wyniki: tutaj

By | 2018-08-01T15:05:02+00:00 Lipiec 31st, 2018|BorntoMX|Możliwość komentowania Maciej Giemza gościem specjalnym podczas V rundy Penrite w Bieszczadach! została wyłączona